Czytasz wiadomości wyszukane dla frazy: Witold Doroszewski
Temat: Bauma-jakie rokowania?
Czy mała ilość akcji na ryku stanowi poważne zagrożenie dla wzrostu kursu?
Bo chyba powody do wzrostu się rysują. Jak sądzicie?
Do siego roku. Roman
Łatwo jest życzyć komuś do siego roku ustnie. Nie trzeba się wtedy
zastanawiać: pisać razem czy rozdzielnie, zacząć wielką czy małą literą?
Dopiero kiedy staniemy przed koniecznością zapisania tych życzeń, pojawiają
się wątpliwości. Co to w ogóle znaczy? Czy jest to rok si (do siego roku),
dosi (dosiego roku), czy może Dosi (Dosiego roku)? Nie znajdziemy, niestety,
rozwiązania tego problemu w Słowniku Poprawnej Polszczyzny ani w Słowniku
Języka Polskiego, należy więc odwołać się do konkretnych językoznawczych
autorytetów. Zarówno profesorowie starszego pokolenia (Witold Doroszewski)
jak i współcześni (Jan Miodek), nakazują jedynie poprawną pisownię
rozdzielną i z małej litery.
Dla zainteresowanych bardziej:
http://www.wolomin.net.pl/vivo_php/modules.php?name=News&file=article...
Temat: szukam
w zwiazku z tworzeniem strony Wydzialu Polonistyki UW szukam fotografii
nastepujacych osob:
1. Kazimierz Brodzinski,
2. M. Samuel Bogumil Linde,
3. Ludwig Osinski,
4. Jozef Ujejski,
5. Waclaw Borowy,
6. Julian Krzyzanowski,
7. Kazimierz Budzyk,
8. Zofia Szmydtowa,
9. Jan Baudouin de Courtenay,
10. Adam Antoni Krynski,
11. Stanislaw Szober,
12. Witold Doroszewski,
13. Ryszard Ganszyniec,
14. Gustaw Przychodzki,
15. Adam Krokiewicz,
16. Tadeusz Zielinski,
17. Kazimierz Kumaniecki,
18. Maria Renata Mayerowa,
19. Maria Janion,
20. Janina Kulczycka-Saloni,
21. Maria Straszewska,
22. Eugeniusz Sawrymowicz,
23. Stefan Zolkiewski,
24. Zdzislaw Libera,
25. Halina Koneczna,
26. Halina Kurkowska,
27. Danuta Buttler
z gory dzieki na priv
fei long
Temat: Cudzysłowy
| "Możesz na przykład | napisać tak<<"
"Chyba raczej <<tak| ".
Zwątpiłam i zajrzałam do Podrackiego. Oba są stosowane. :-) Jednak w
przykładach użycia Podracki pisze tak jak ja:
<cytat
Julian Krzyżanowski pyta w swojej książce: "Gdzież to właściwie | kozy
kują<<?".
Witold Doroszewski pisze tak: "Mimo zmian w technice walki wyrażeniem
| zawieszenie broni<< można by było w dalszym ciągu się posługiwać".
</cytat
Hania
Temat: z zapytaniem ...
A może być i tak i tak?
Np.
W manifestacji wzięło udział masa (=pełno) ludzi (czy "pełno" może być
podmiotem?);
W manifestacji wzięła udział masa ludzi...(kiedyś jednak słuchałem uważnie
p. Miodka i wywnioskowałem, że druga wersja jest poprawniejsza/poprawna;
niepotrzebne skreślić).
Mirnal
Św. pamięci prof. Witold Doroszewski pewnie by odpowiedział, że może być i tak
i tak. Ja tak wielka nie jestem, więc pokornie odpowiadam, że nie wiem.
Dla mnie w Twoim przykładzie są dwa kody:
- oficjalny, tu bym powiedziała:
W manifestacji wzięło udział wielu ludzi
W manifestacji uczestniczyło wielu ludzi
W manifestacji wzięła udział grupa mieszkańców z naszego miasta itd.
- nieoficjalny, tu bym mogła powiedzieć:
W manifestacji wzięło udział pełno ludzi
W manifestacji wzięła udział masa ludzi
W manifestacji wzięły udział rzesze ludzi itd.
"pełno" nie może być podmiotem, tak samo jak i "masa" - stanowią podmiot tylko
razem z jakimś rzeczownikiem: pełno ludzi, masa śmieci itp. Są to operatory
ilości i jak wszystkie operatory, muszą działać na jakiejś bazie.
Pozdrawiam
Grażyna
Temat: "Nie wystarczy znać literki"
Zbigniew B. napisał(a):
Na innej grupie dyskusyjnej, pewni osobnicy z "zacięciem językowym" ;)
tłumaczą mi, że zdanie "Nie wystarczy znać literki" jest jak najbardziej
nieprawidłowe, bowiem jedynie poprawną formą miałoby rzekomo być: "nie
wystarczy znać literEK" ("dopełniaczowo").
A co sądzą tu obecni? Prosiłbym także o uzasadnienie.
Mnie przekonało właściwie do końca wyjasnienie prof. Doroszewskiego
zamieszczone w rubryce Obcy Język Polski nr 115 z Angory:
http://www.obcyjezykpolski.interia.pl/?md=archive&id=114
"W poradniku âźO kulturę słowaâ prof. Witold Doroszewski podaje podobny
przykład: 'Czy nie powinien wzbudzić w niej wiarę i wzmocnić nadzieję?',
i uważa, że lepszy jest właśnie biernik 'wiarę i nadzieję' niż
dopełniacz. Sam zresztą napisał w I serii âźRozmów o językuâ: 'Nikt nie
jest obowiązany znać wymowę wszystkich języków europejskich'. Ktoś
spytał wówczas, czy nie lepiej by było użyć formy dopełniaczowej
(wymowy) zamiast biernikowej (wymowę). â Nie wydaje mi się, żeby to było
lepiej â odpowiedział językoznawca. â Zdanie można podzielić na grupy
logiczne: z jednej strony âźnikt nie jest zobowiązanyâ, a z drugiej â
âźznać wymowęâ. Przerzucenie mechanicznego działania partykuły âźnieâ
przez granicę logiczną dzielącą zdanie na człony nie jest konieczne."
Temat: "Nie wystarczy znać literki"
argothiel <argoth@interia.niechce.spamu.plwrites:
"W poradniku âźO kulturę słowaâ prof. Witold Doroszewski podaje podobny
przykład: 'Czy nie powinien wzbudzić w niej wiarę i wzmocnić
nadzieję?', i uważa, że lepszy jest właśnie biernik 'wiarę i nadzieję'
niż dopełniacz. Sam zresztą napisał w I serii âźRozmów o językuâ: 'Nikt
nie jest obowiązany znać wymowę wszystkich języków europejskich'.
Oba zdania jednak dużo lepiej brzmią mi z dopełniaczem.
Temat: "szanuję twoje zdanie"
w <news:ckc8ck$p06$1@news.onet.pl
bazyli4 wrote:
| "Szacunek" to słowo nacechowane pozytywnie, a odmienny pogląd
| musimy uważać za gorszy.
Jakieś kuriozum... czemu od razu za gorszy? Od niepamiętnych lat
zawsze dziwiła mnie taka postawa...
Pogląd 1: tv szkodzi rozwojowi dzieci.
Pogląd 2: tv nie szkodzi rozwojowi dzieci.
Jeśli opowiadasz się za jednym z nich, automatycznie musisz uznawać go
za lepszy, prawda?
| "Tolerancja" to słowo nacechowane negatywnie, a więc "toleruję
| Twoje zdanie" byłoby zdecydowanie właściwszą formą, prawda?
A kto Ci takich głupot naopowiadał?
Profesor Witold Doroszewski.
(patrz post obok)
Pozdrawiam serdecznie.
Temat: "szanuję twoje zdanie"
Użytkownik "aaaaaaaaaaaa" <aaaaaaaaa@wp.pl_invalidnapisał w
wiadomości
| Jakieś kuriozum... czemu od razu za gorszy? Od niepamiętnych lat
| zawsze dziwiła mnie taka postawa...
Pogląd 1: tv szkodzi rozwojowi dzieci.
Pogląd 2: tv nie szkodzi rozwojowi dzieci.
Jeśli opowiadasz się za jednym z nich, automatycznie musisz uznawać go
za lepszy, prawda?
A jakim cudem opowiesz się za nim bez dowodu? Ja nie jestem owca. Są to
dwa różne poglądy, z kórych jeden może byc błędny. Masz jakieś
wiarygodne dane, dzięki którym możesz przyjąć jeden z tych poglądów? Ale
wiarygodne, a nie jakiekolwiek? Ja nie...
Profesor Witold Doroszewski.
(patrz post obok)
No cóż, mnie uświadczono w zupełnie innym przekonaniu. I za tym
przekonaniem stoi Mill, Grotius, Berlin, Taylor, Dworkin, Kotarbiński,
Honderich, Tatarkiewicz, Popper, Adorno, Putnam, Heidegger, Levinas,
Brandt, Davies etc... mógłbym wymieniać tak przez kilka dobrych
stron... a że ktoś czuje inaczej, cóż,,, wolno mu, ale niech nie
nakłada na tolerancję własnych lub cudzych uprzedzeń...
Pzdr
Paweł
Temat: Edukacja językowa i matematyczna dzieci
EDUKACJA JĘZYKOWA I MATEMATYCZNA DZIECI
III Ogólnopolska Konferencja
Sopot
7 - 9 czerwca 2000 r.
Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli MODEN w Gdańsku organizuje razem z
Kuratorium Oświaty w Gdańsku i Urzędem Miasta w Sopocie w dniach od 7 do 9
czerwca III Ogólnopolską Konferencję nt. Edukacja językowa i matematyczna
dzieci. W konferencji wezmą udział wybitni uczeni z różnych ośrodków
akademickich i nauczyciele z różnych placówek oświatowych. Teoria spotka się
z praktyką i praktyka spotka się z teorią. Witold Doroszewski w Rozmowach o
języku (t.III, s.25) napisał: "... język powinien być terenem nieustannego
współdziałania teorii i praktyki. Praca nad językiem jest jedną z dziedzin,
w których bezowocność i jałowość teorii bez praktyki i praktyki bez teorii
jest w sposób szczególnie jaskrawy widoczna." Konferencje z tego cyklu
pokazują konieczność integracji nauki o języku i matematyki.
Bliższych informacji można uzyskać pod telefonem: 0501 53 68 74.
Zachęcamy do odwiedzania naszych stron w Internecie: www.glottispol.gda.pl
Organizatorzy
Temat: Protokołu czy protokółu?
MM <markmi@wp.plnapisał(a):
Chyba oba są poprawne, ale częściej się używa 'protokołu'
Wg. Stanislawa Szobera [Slownik poprawnej polszczyzny, wydanie VII, PIW
Warszawa 1969] obie formy sa poprawne. Jezeli mam wiec komus wierzyc, to bez
obrazy szanownych przedmowcow w ninijeszym watku, wierze Stanislawowi
Szoberowi, tym bardziej, ze w sklad komitetu redakcyjnego tego slownika
wchodzili: prf.dr Witold Doroszewski, prof. dr Stanislaw Skorupka, doc.dr Jan
Tokarski i prof. dr Bronislaw Wieczorkiewicz. Ci panowie zadnej lipy raczej by
nie przepuscili. Pozdrawiam Andrzej Cieslak.
Temat: Protokołu czy protokółu?
Andrzej Cieslak:
Wg. Stanislawa Szobera [Slownik poprawnej polszczyzny, wydanie VII,
PIW Warszawa 1969] obie formy sa poprawne. Jezeli mam wiec komus
wierzyc, to bez obrazy szanownych przedmowcow w ninijeszym watku,
wierze Stanislawowi Szoberowi, tym bardziej, ze w sklad komitetu
redakcyjnego tego slownika wchodzili: prf.dr Witold Doroszewski,
prof. dr Stanislaw Skorupka, doc.dr Jan Tokarski i prof. dr
Bronislaw Wieczorkiewicz. Ci panowie zadnej lipy raczej by nie
przepuscili.
Czuję się przywalony ciężarem tych Autorytetów. Gdyby nawet każdy z
nich ważył tylko 75 kg, to w tej chwili spoczywa na moich wątłych
barkach 5*75 kg czyli dobrze ponad ćwierć pół tony żywej masy
autorytetowej.
To tylko może pisnę nieśmiało, że honorowe komitety nie są od
powstrzymywania lipy tylko od Uświetniania. Lipę muszą zatrzymywać
szeregowi wyrobnicy.
W dodatku 40 lat temu rolą Autorytetów było głównie umożliwienie
przepchnięcia publikacji przez liczne ciała zatwierdzające, z których
cenzura była tylko jednym. Ich działalność w tym kierunku nie
polegała na odmienianiu rzeczownika ,,protokół'' przez przypadki,
tylko na bezprawnym wywieraniu wpływu na decyzje osób pełniących
funkcje publiczne (kk, art.230a, par.1).
- Stefan
Temat: Protokołu czy protokółu?
On Sat, 29 Nov 2008 04:15:38 +0000, Andrzej Cieslak wrote:
MM <markmi@wp.plnapisał(a):
| Chyba oba są poprawne, ale częściej się używa 'protokołu'
Wg. Stanislawa Szobera [Slownik poprawnej polszczyzny, wydanie VII, PIW
Warszawa 1969] obie formy sa poprawne. Jezeli mam wiec komus wierzyc, to
bez obrazy szanownych przedmowcow w ninijeszym watku, wierze
Stanislawowi Szoberowi, tym bardziej, ze w sklad komitetu redakcyjnego
tego slownika wchodzili: prf.dr Witold Doroszewski, prof. dr Stanislaw
Skorupka, doc.dr Jan Tokarski i prof. dr Bronislaw Wieczorkiewicz. Ci
panowie zadnej lipy raczej by nie przepuscili. Pozdrawiam Andrzej
Cieslak.
Proszę wybaczyć, ale w 1969 roku Stanisław Szober mógł się najwyżej
w grobie przewracać, widząc, co szanowne gremium wydaje pod jego
nazwiskiem. Sam Szober w swoim "Słowniku ortoepicznym" (przemianowanym
w wydaniu drugim fotograficznym na "Słownik poprawnej polszczyzny")
wymienia tylko formę "protokołu".
A.
Obejrzyj wszystkie posty z tego tematuTemat: ostrzezenie:)
On 9 Sep 2003 21:06:50 +0200, ro@pik-net.pl (RoMan Mandziejewicz)
wrote:
| Prof. Doroszewski w 1995 roku nie zgłaszał zastrzeżeń do "otwarł" i
| pochodnych. Wystarczy?
WJPodziwiam kontakty - Doroszewski umarł w 1976. :-
Ciekawe, że w 1995 roku autoryzował słownik...
To chyba nie Witold Doroszewski...
http://wiem.onet.pl/wiem/004857.html - zauważ parę postmortaliów.
Temat: ostrzezenie:)
On Tue, 9 Sep 2003 20:00:59 +0000 (UTC), Adam Płaszczyca <_@irc.pl
wrote:
| To chyba nie Witold Doroszewski...
A kto wymienił to imię?
O ile mie wiadomo redaktorem naczelnym Słownika Języka Polskiego był
Witold Doroszewski. Innych Doroszewskich przy tym Słowniku o ile mi
wiadomo - nie było.
A słownik pod redakcją Doroszewskiego i z jego autoryzacją wydany był
na przykład w roku 2000 na płycie CD - ale wątpię, żeby autoryzował
przed śmiercią.
Ponieważ jest to całkowicie OT, natomiast temat jest mi zasadniczo
bliski, ewentualne wątpliwości mogę rozwiewać na priva.
Temat: ostrzezenie:)
Hello Wojtek,
Tuesday, September 9, 2003, 9:14:17 PM, you wrote:
| | Prof. Doroszewski w 1995 roku nie zgłaszał zastrzeżeń do "otwarł" i
| | pochodnych. Wystarczy?
| WJPodziwiam kontakty - Doroszewski umarł w 1976. :-
| Ciekawe, że w 1995 roku autoryzował słownik...
WJTo chyba nie Witold Doroszewski...
A jakże - jak wół: Redaktor naczelny prof. dr. Witold Doroszewski.
WJhttp://wiem.onet.pl/wiem/004857.html - zauważ parę postmortaliów.
Nie zaprzeczam - wiem, że kiedyś było obyczajem oznaczanie zmarłego
współautora ramką wokół nazwiska. W tym wydaniu słownika (nie jest to
reprint!) ramki nie znalazłem a pamiętanie, kto ze sławnych żyje a kto
nie siakoś mnie nie pasjonuje.
Mogłem napisać samo nazwisko w cudzysłowiu i byłoby chyba wiadome, że
chodzi o słownik z 1995 roku a nie o konkretną osobę :-)
Temat: ostrzezenie:)
A jakże - jak wół: Redaktor naczelny prof. dr. Witold Doroszewski.
(cut!)
Mogłem napisać samo nazwisko w cudzysłowiu i byłoby chyba wiadome, że
chodzi o słownik z 1995 roku a nie o konkretną osobę :-)
Pociesze Cie, ze w wydaniu CD z 2000 tez nie ma nazwiska w ramce ;-)
Temat: Jan Rokita jest tchórzem i kłamcą
Ale u nas prawdziwym intelektualistą nie może być
> człowiek prosty, prawda? Ciekawe dlaczego.
Chyba dlatego, że te dwie rzeczy się wykluczają.
Przecież człowiek "prosty" to ktoś "stojący na niskim stopniu rozwoju
intelektualnego, kultury, wykształcenia, obycia itp."/Słownik Języka Polskiego,
red. Witold Doroszewski, Warszawa 1965
Tymczasem "intelektualista" to "człowiek odznaczający się kulturą umysłową,
przewagą intelektu nad temperamentem; pracownik umysłowy"/Słownik Języka
Polskiego, red. Witold Doroszewski, Warszawa 1965
Widzi więc Pan, że te dwie definicje się wykluczają.
> A co do kształcenia dyplomatów to uważasz, że takich świetnych ich mamy?
Mam zbyt mało danych, aby wypowiadać się w tej kwestii. To dość liczna grupa,
więc zapewne ich poziom jest zróżnicowany.
Obejrzyj wszystkie posty z tego tematu
Temat: Błędy w kartotece testu humanistycznego
Błędy w kartotece testu humanistycznego
W kartotece testu z przedmiotów humanistycznych w gimnazjum pt. "Sztuka w
reklamie, reklama w sztuce"(17 kwietnia 2008) pojawia się błąd! Czasownik
"przestrzegać" w znaczeniu "zachowywać" rządzi dopełniaczem. Dlatego zapis
"Przestrzega wymogi typowe dla ogłoszenia" należy poprawić na "Przestrzega
wymogów typowych dla ogłoszenia". Czasownik przestrzegać rządzi biernikiem,
gdy znaczy "ostrzegać, uprzedzać", na przykład "przestrzegał ją przed
niebezpieczeństwem". Ale w tym znaczeniu lepiej używać wyrazistszej formy
"ostrzegać". Tak wyjaśnia ten PROBLEM autorytet profesor Witold Doroszewski w
książce "O kulturę słowa". Obejrzyj wszystkie posty z tego tematu
Temat: bledy jezykowe we wspolczesnej polszczyznie
1) Jerzy Bralczyk, Katarzyna Mosiołek-Kłosińska, Język w mediach masowych,
Warszawa 2000
2) Danuta Buttler, Halina Kurkowska, Halina Satkiewicz, Kultura języka
polskiego, Warszawa 1986
3) Witold Cienkowski, Język dla wszystkich, Warszawa 1980
4) Witold Doroszewski, O kulturę słowa, Warszawa 1968
5) Włodzimierz Gruszczyński, Polszczyzna w komunikowaniu publicznym, Warszawa
1999
6) Andrzej Markowski, Nowy słownik poprawnej polszczyzny, Warszawa 2000
7) Jan Miodek, Odpowiednie dać rzeczy słowo, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk-
Łódź, 1987
8) Jan Miodek, Rzecz o języku, Wrocław 1983
9) Walery Pisarek, Słowa między ludźmi, Warszawa 1985
10) Walery Pisarek, Słownik języka niby polskiego, Wrocław 1978
Obejrzyj wszystkie posty z tego tematu
Temat: Temat - kropka?
Dla tych, którzy byli w kropce...
Dopiero dziś przyszedł mi do głowy ostateczny i rozstrzygający argument za
bezkropkowością tematów.
OTÓŻ TEMATY NIE MOGĄ BYĆ ZAKRAPIANE!
Przepis:
USTAWA z dnia 26 października 1982 r. o wychowaniu w trzeźwości i
przeciwdziałaniu alkoholizmowi
Art. 5.
Minister właściwy do spraw oświaty i wychowania uwzględnia problem trzeźwości i
abstynencji wśród celów wychowania oraz zapewnia w programach nauczania wiedzę
o szkodliwości alkoholizmu dla jednostki oraz w życiu rodzinnym i społecznym.
No –Surprises, masz przepis, na który możesz się powołać.
I, przyznasz chyba, trudno o lepsze uzasadnienie.
Ps Argument pomocniczy
"Czy po tytule umieszczonym nad jakimś tekstem obowiązuje stawianie kropki?
Nie. Odrębność tytułu pod względem graficznym dostatecznie rzuca sie w oczy,
kropka jest zbyteczna."
(Witold Doroszewski "O kulturze słowa")
Obejrzyj wszystkie posty z tego tematu
Temat: Humor w nauce
Z ryjem w chmurach
Jak mawiał mój kolega - humaniści chadzają z ryjem w chmurach. Coś w tym jest -
Witold Doroszewski (zacny językoznawca, ten od słownika) miał dwóch synów.
Pewnego dnia ich niania przybiegła mocno przerażona i mówi: "Panie profesorze!
Zenuś [jeden z jego synów] wybił sobie zęba!!!". Na to pan profesor ze
zdumieniem: "A to on ma już zęby???" Obejrzyj wszystkie posty z tego tematu
Temat: poledwiczki wieprzowe
no to nie bądź:
Słownik poprawnej polszczyzny PWN Witold Doroszewski:
Wyrazisty-łatwy do rozróżnienia,wyraźny
Czy to przemawia?
Ja w każdym bądź razie polędwiczkę odróżnię od innego mięsa- i surową i
obrobioną termicznie-bo ona łatwa jest do rozróżnienia i wyrażna w
konsystencji,barwie,smaku. Obejrzyj wszystkie posty z tego tematu
Temat: Moze to dziwne, ale...
Ech, językoznawcy z bożej łaski!
Jakiego to gerundium w języku polskim się doszukujecie?
Gerundium to własciwy łacinie rzeczownik odczasownikowy występujacy tylko w
przypadkach zależnych liczby poedyńczej.
Popisujecie się jakimiś fragmentarycznymi wiadomościami. Wiecie tylko, że
dzwonią! Czy wiecie przypadkiem, kto to był Stanisław Szober albo Witold
Doroszewski? Jak nie wiecie, zapytajcie starszych. Polecam Wam Stanisława
Doroszewskiego, w oprac. Witolda Doroszewskiego "Gramatykę języka polskiego".
Stare to, ale jare.
A pani słuchaczka odpowiedziała dobrze. Miała rację: "czytanie" to
rzeczwnik; rzeczownik odczasownikowy czli odsłowny orzeczeniowy. I ma pełną
deklinację jak wszystkie rzeczowniki,z wyjątkiem pluralia tantum.
Profesor niezwyczajny kaj.ka
Pozdrawiam czule. Uczcie się!
Obejrzyj wszystkie posty z tego tematu
Temat: Nawet gdybym mial pewnosc, ze istnieje
Chyba młody jesteś... ale dwudziestkę już przekroczyłeś?
No to uważaj, bo za parę lat jakiś nastolatek powie Ci,
że z założenia nie możesz mieć racji, bo zrobili Cię za komuny.
Znasz takie nazwiska: Aleksander Gieysztor, Tadeusz Manteuffel, Witold
Doroszewski, Jan Zachwatowicz, Tadeusz Kotarbiński, Jan Szczepański. Bogdan
Suchodolski. Uważasz, że skoro Oni profesury dochrapali się za komuny, więc co
mądrego mogli przekazać w encyklopedii, której stanowili Radę Naukową i
Programową. Same bzdety, które dzisiaj pozwalają beretelwi pękać ze śmiechu!
Mało mnie obchodzi, czy wyznawcom Allacha podoba się czy nie określenie
"mahometanin". Nie jest ono pejoratywne, a wyraźnie określa o kim mówimy.
W języku polskim ma precedensy: arianie, luteranie, kalwiniści.
Sami siebie mogą nazywać muzułmanami czyli prawowiernymi ale nie widzę powodu
dla którego ja miałbym ich za takowych uważać. To dokładnie tak, jakby
katolik wymagał by ateista mówił o papieżu "ojciec święty".
I jeszcze jedno. Zachowaj prywatne rady dla bardziej potrzebujących. Obejrzyj wszystkie posty z tego tematu
Temat: 13-go wszystko zdarzyć się może....
Że trzynastka jest feralna, wierzą tylko niewydarzeni zgorzknialcy. Oczywista bzdura, podobnie jak inne przesądy.
P.S. Wielu z Was nie było jeszcze na świecie, kiedy to w 1973 roku prof. dr Witold Doroszewski pisał w swoim "Słowniku poprawnej polszczyzny": Liczebniki porządkowe oznacza się w piśmie cyframi rzymskimi lub arabskimi BEZ KOŃCÓWEK. Po cyfrach arabskich stawiamy kropkę (która jak gdyby zastępuje końcówkę fleksyjną).
Zatem: Trzynastego = 13. Bez tego -go! Wydaje mi się, że warto zapamiętać i stosować! Obejrzyj wszystkie posty z tego tematu
Temat: Rozdano nagrody Menedżer roku 2004
Rozdano nagrody Menedżer roku 2004
Wiem,ze w tym zalewie "bylejakosci" nie ma to wiekszego znaczenia, ale
nagrody "wrecza" sie laureatom, a "rozdawac" mozna usmiechy,podarunki i tym
podobne. "Slownik poprawnej polszczyzny" prof.Witold Doroszewski
PWN W-wa 1980 r. Obejrzyj wszystkie posty z tego tematu
Temat: Skandal na otwarciu warszawskiego "hyde parku"
Slownik Jezyka Polskiego PAN, redaktor naczelny Witold Doroszewski, Warszawa
1968: wyrywkowo "nie w jednym ciagu, nie kolejno, tu i owdzie; miejscami, od
czasu do czasu, na wyrywki".
Ten sam slownik, przyklad przy slowie wyrywka: "Czytal na wyrywki. To tu, to
tam, gdzie trafilo". I tak samo kodeks drogowy policjanci znaja na wyrywki - to
tu, to tam, gdzie trafilo, ale nie caly.
A koledze madrali pewnie chodzilo o to ze np. podczas egzaminu pytaja na wyrywki
(ale z calosci materialu), i jesli egzaminowany kandydat odpowiada prawidlowo,
przyjmuje sie ze zna material.
No chyba, ze w ciagu 40 lat jezyk polski sie znacznie zmienil, ale jesli juz to
na gorsze (w szczegolnosci boleje nad zanikiem uzycia dopelniacza).
Obejrzyj wszystkie posty z tego tematu
Temat: Wierzenia, przesądy, czary
Tralala - szukaj tej ksiązki, napewno była ciekawa, tego rodzaju ksiązek jest
coraz mniej. Mnie się udało zdobyć unikat w postaci opowiadań w gwarze
warmińskiej , wydanej w Warszawie w 1956 roku. I czy wiesz, że to jest praca
zbiorowa w tych czasach robiona przez studentów językoznawców warszawskich.
Chodzili oni i spisywali bajki , legendy i anegdoty. Co ciekawe w tej pozycji,
że spisywane są tak jak je ludzie opowiadali. Jest to zbiór opowiadań ludowych.
Pod kierownictwem gwaroznawców jak : Witold Doroszewski i Halina Konieczna.
We wstepie napisano: " Dawne to czasy, gdy W.M.Toeppen dobry folklorysta
niemiecki ogłosił "Przesądy z Mazur", ukazując w r.1867 niezwykłe bogactwo
odrębnej kultury chłopskiej na obszarach od wieków oderwanych od pnia
rodzinnego." Dużo jest wypracowań niemieckich, niestety nieudostepnionych nam,
ani nie przetłumaczonych.Takie badania były też prowadzone dużo , dużo
wcześniej.
Miałam ogromne szczescie, że właśnie takie bajdurzenia, bajania, przekazy ustne
znalazłam w antykwariacie, bo jeszcze kilka , może kilkanaście lat a słuch o
gwarze warmińskiej zniknie całkowicie.
Tralala , czy czasmi nie nadużyjemy miejsca na forum, kiedy założymy następny
wątek - "Bajanie na ekranie" ;) w gwarze warmińskiej, a ja stopniowo bedę
zamieszczać te opowieści i przekazy poszczegolnych rozmówców. Może i Tobie uda
się coś zanleź ?
Obejrzyj wszystkie posty z tego tematu
Temat: Teksty klientów biur podróży
Witold Doroszewski (1899-1976)
jezykoznawca. Od 1929 r. profesor Uniwersytetu Warszawskiego; od 1947 - czlonek
Polskiej Akademii Umiejetnosci, od 1952 - Polskiej Akademii Nauk. Autor ponad
400 prac z jezyka polskiego, dialektologii, slowotworstwa, slownictwa i
semantyki. Redaktor naczelny 11-tomowego Slownika jezyka polskiego. Od 1932 do
1976 r. redaktor miesiecznika "Poradnik Jezykowy".
Obejrzyj wszystkie posty z tego tematu
Temat: szukam
Hej
Fei Long wrote:
w zwiazku z tworzeniem strony Wydzialu Polonistyki UW szukam fotografii
nastepujacych osob:
No cóż, nie będzie Ci łatwo, to nie Pamela Anderson ... {{:)-8<==
1. Kazimierz Brodzinski,
2. M. Samuel Bogumil Linde,
Z tymi dwoma możesz mieć kłopoty.
Umarli zanim zdążyli wynaleźć fotografię...
Z resztą trzeba zrobić tak:
1/ pójść do biblioteki polonistyki
2/ pożyczyć na chwilę książkę autorstwa...
3/ sprawdzić, czy jest fotografia...
4/ if "yes" then "pożyczyć na dłużej książkę autorstwa" else "oddać
natychmiast pożyczoną wcześniej na chwilę książkę autorstwa"
5/ zeskanować
Niektóre fotografie można mieć hurtem w opracowaniach ogólnych np. w
jakiejś historii literaturoznawstwa lub językoznawstwa polskiego
(zwłaszcza starzy leksykolodzy) ...
(spytaj się bibliotekarza).
Na niektórych można się zaczaić, bo jeszcze żyją...
Listę żywych można ustalić na podstawie listy dyżurów profesorów :)
Tak gdzieś od 2/3 listy...
3. Ludwig Osinski,
4. Jozef Ujejski,
5. Waclaw Borowy,
6. Julian Krzyzanowski,
7. Kazimierz Budzyk,
8. Zofia Szmydtowa,
9. Jan Baudouin de Courtenay,
10. Adam Antoni Krynski,
11. Stanislaw Szober,
12. Witold Doroszewski,
13. Ryszard Ganszyniec,
14. Gustaw Przychodzki,
15. Adam Krokiewicz,
16. Tadeusz Zielinski,
17. Kazimierz Kumaniecki,
18. Maria Renata Mayerowa,
19. Maria Janion,
20. Janina Kulczycka-Saloni,
21. Maria Straszewska,
22. Eugeniusz Sawrymowicz,
23. Stefan Zolkiewski,
24. Zdzislaw Libera,
25. Halina Koneczna,
26. Halina Kurkowska,
27. Danuta Buttler
z gory dzieki na priv
A masz ;-P
fei long
Zdrówkot
GG
Temat: "szanuję twoje zdanie"
w <news:ckeup6$g4o$1@news.onet.pl
bazyli4 wrote:
A jakim cudem opowiesz się za nim bez dowodu? Ja nie jestem owca.
Są to dwa różne poglądy, z kórych jeden może byc błędny. Masz
jakieś wiarygodne dane, dzięki którym możesz przyjąć jeden z tych
poglądów? Ale wiarygodne, a nie jakiekolwiek? Ja nie...
Czyli akurat na ten, przykładowy temat nie masz zdania.
Jeśli dobrze rozumiem, twierdzisz wręcz, że rozsądny człowiek nie może
mieć tu zdania, bez niezbitych dowodów [nie wnikajmy, to zagadnienie na
zupełnie osobny wątek i raczej inną grupę].
Spróbujmy inaczej.
Pogląd 1: odmienne poglądy są gorsze od Twoich.
Pogląd 2: odmienne poglądy nie są gorsze od Twoich.
Jeśli opowiadasz się za jednym z nich, automatycznie musisz uznawać go
za lepszy, prawda? Czyli twierdząc, iż odmiennych poglądów nie
postrzegasz jako gorsze, popadasz w sprzeczność, prawda? :)
| Profesor Witold Doroszewski.
| (patrz post obok)
No cóż, mnie uświadczono w zupełnie innym przekonaniu. I za tym
przekonaniem stoi Mill, Grotius, Berlin, Taylor, Dworkin,
Kotarbiński, Honderich, Tatarkiewicz, Popper, Adorno, Putnam,
Heidegger, Levinas, Brandt, Davies etc... mógłbym wymieniać tak
przez kilka dobrych stron... a że ktoś czuje inaczej, cóż,,,
wolno mu, ale niech nie nakłada na tolerancję własnych lub cudzych
uprzedzeń...
Wszyscy jesteśmy z Ciebie dumni, że znasz tyle słynnych nazwisk.
Pozwolisz jednak, że wrócimy do tematu, dobrze?
W poście obok znajduje się przeklejona przeze mnie definicja
tolerancji, której wspomniany przeze mnie profesor Doroszewski był
(współ)autorem. Jasno z niej wynika, iż zwrot "tolerować czyjeś
zdanie" zakłada postrzeganie tego zdania jako gorszego.
Twierdząc inaczej, automatycznie podważasz wartość słownika języka
polskiego PWN, prawda? :)
Pozdrawiam serdecznie.
Temat: skąd się wzięły "Włochy", "Kitajec" czy "Niemcy"?
Pochodzenie historyczne nazwy "Wlochy" ma ustalona w Polsce tradycje.
Mianownik liczby mnogiej od "Wloch" mial dawniej postac "Wloszy",
pozniej zmieniona na "Wlosi", biernik "Wlochy", ktora to forma
przetrwala do dzis jako nazwa kraju.
"Wolochami" - a "Woloch" to bylo przedpolskie, praslowianskie
brzmienie przeksztalcone u nas na "Wloch" - nazywali Slowianie
ludy romanskie, przejeli zas te nazwe od Niemcow ("Welsch"). W
jezykach germanskich byla to pierwotnie nazwa Celtow (od jednego
z plemion celtyckich: "Volcea", zachowana zreszta w nazwie prowincji
angielskiej: "Wales").
Gdy pierwotna Galia zamieszkana przez Celtow zostala zromanizowana,
nazwe nadana Celtom przeniesiona na Romanow. (Dla porownania w
jezyku wegierskim "Olasz" jest etymologicznie i znaczeniowo tym
samym co nasz "Wloch").
Prawda jest, ze w okresie miedzywojennym usilowano wprowadzic w
zycie formy "Italia", "italski" z pobudek politycznych. Pisal o
tym Witold Doroszewski w ksiazce "Mysli i uwagi o jezyku polskim"
(1937). A pisal tak: "Inicjatorem zastapienia nazw powszechnie
dotad w jezyku polskim uzywanych: "Wlochy", "wloski" nazwami
"Italia", "italski" byl w roku 1925 owczesny posel Wloch w Warszawie,
dr Antonio Menotti Corvi, ktoremu nasze wyrazy kojarzyly sie -
zreszta pod wzgledem historycznym slusznie - z nazwa niemiecka
"Welsh". Nazwa ta ma jednak w jezyku niemieckim odcien nieco pogardliwy,
ktorego oczywiscie nasza nazwa "Wloch" jest najzupelniej pozbawiona.
Jako usluzni posrednicy miedzy panem poslem a spoleczenstwem polskim
ofiarowali sie niektorzy dziennikarze. Zaczeli oni "Italia", "italski"
wprowadzac do pism (...)."
W roku 1939 ambasada wloska zwracala sie raz jeszcze do naszego
Ministerstwa Spraw Zagranicznych z propozycja w sprawie nazwy "Italia".
Wowczas profesor Rostfinski zaproponowal, zeby nawzajem Wlosi Polske
nazywali "Polska", a nie "Polonia".
Pozdrawiam,
Robert Dygant
Temat: Nazwy kierunków i wydziałów
Przepraszam, chodeziło o profesora Doroszewskiego., autora Wielkiego
Słownika Języka Polskiego, więc nie nazywaj go kłamcą. To że wszytscy mówią
Hmm, jakby to delikatnie powiedzieć? Może tak: NSPP akurat to ma z SPP,
którego (hmm, jakby to ująć?) (współ)redaktorem był Doroszewski.
2. Witold Doroszewski był *redaktorem* SJP.
źle, nie upoważnie nikogo do pisania w ten sposób. A ty musisz więcej czytać
Sęk w tym, że akurat w tym wypadku mówią i piszą dobrze.
i pouczyć się jeszcze polskiego... -+marny z Ciebie studenciak, a wogóle jak
się dostazłeś na studia!!!
Na studia, jak każdemu w tamtych czasach, kto nie miał punktów za
pochodzenie, udało mi się dostać cudem. Jeszcze bardziej cudem udało mi
się skończyć, co zrozumieją ci, którzy pamiętają, że oprócz wielu nikomu
niepotrzebnych przedmiotów w rodzaju topologii, algebry, analizy (I-IV)
albo biochemii czy genetyki (trochę dobór tego mętniactwa zależał od
tzw. kierunku studiów i np. na fizyce była mechanika klasyczna i
kwantowa, a na filologii klasycznej nawet greka) na studiach zgłębiało
się tak potrzebne i rozwijające intelekt zagadnienia jak ekonomia
polityczna socjalizmu czy filozofia marksistowska. To ostatnie, uczciwie
przyznaję, mnie ominęło, bo przybrało w międzyczasie postać wstępu do
politologii, ale merytorycznie to nie była wielka różnica, bo ciągle
sprowadzało się to do tego, że Kuba jest gospodarczo i politycznie
fajniejsza od Francji, a ZSRR jest krajem ludzi wolnych i szczęśliwych,
w odróżnieniu (na przykład) od ponurych i spętanych obywateli Wielkiej
Brytanii (fakt faktem, szalała tam wówczas niejaka Margareta Th.).
vdb
Temat: "Wszystko już wymyślono" - tak czy nie?
Newsuser "rs " <ru4d2.SKA@gazeta.plwrote ...
stasiu! ja nie chce bron boze cie krytykowac, ani lapac za slowka i w
ogole byc w jakikolwiek sposob niedelikatny, ale jak uzywasz jakiegos
ladnego slowa to sprawdz wczesniej w jakims slowniku (polecam np.
kopalinskiego) jego znaczenie. w tym wypadku wyrazow: egzystencjonalny i
porownaj jego znacznie (jesli ci sie uda porownac) z egzystencjalny i
egzystencyjny.
Dziekuje za troske, ale nie mam nic sobie do zarzucenia. Moze tylko uzycie
mniej popularnej formy.
---
[...] Wiem, że kiedyś było używane słowo egzystencjonalny, ale obecnie jest
uważane za przestarzałe i zastąpione przez egzystencjalny. Jednak
przytoczone przez mnie przymiotniki spotyka się nadal w obydwóch rodzajach
form. Mam pewne intuicje co do różnicy sensu, ale prosiłbym o fachowe
wyjaśnienie.
Z poważaniem
Paweł Borkowski
Formy instutycyjny i relacjonalny są tak rzadkie, że można się wahać, czy
poprawne. Z pewnością lepiej poprzestać na używaniu ich częstszych
wariantów: instytucjonalny i relacyjny. Inaczej jest z formami konstytucyjny
i konstytucjonalny, ta pierwsza bowiem odnosi się przede wszystkim do
konstytucji jako aktu prawnego, ta druga zaś do konstytucji jako budowy
organizmu. Jeśli chodzi wreszcie o formę egzystencjonalny, to zwalczano ją z
tego samego powodu, co egzystencjonalizm, i - jak widać - skutecznie.
Nie ma prostej odpowiedzi na pytanie, kiedy przymiotnik od obcego
rzeczownika tworzymy przyrostkiem -ny, kiedy -alny, a kiedy -onalny.
Decyduje o tym nie tylko oryginalna postać rzeczownika, ale i produktywność
poszczególnych przyrostków w polszczyźnie oraz istnienie przykładów
analogicznych, które mogą narzucić pewien wzór budowy nowym wyrazom. Prof.
Witold Doroszewski poświęcił nieco uwagi tej kwstii w jednym ze swoich
felietonów (zob. O kulturę słowa, t. 2, s. 411-412).
- Mirosław Bańko
http://slowniki.pwn.pl/poradnia/lista.php?kat=15&od=50
---
Temat: ostrzezenie:)
Wojtek Jakobczyk <wojtek@*nie-spamuj*gk.sniezka.orgwrote:
To chyba nie Witold Doroszewski...
A kto wymienił to imię?
Temat: sąsiadów flejtuchów
On 2006-04-20, Michał Kwiatkowski <mikes@op.plwrote:
Renata Gołębiowska napisał(a):
| Nie rozumiem cię. Najpierw piszesz, że nie tylko poprawną wymową, ale
| i przejawem grzeczności jest wymawiać /łilson/, a potem podajesz link,
| który mówi dokładnie coś odwrotnego. A mówią, że to kobiet nie można
| zrozumieć.
Bardzo proszę (bez ironii) przeczytaj jeszcze raz. Tym razem ze
zrozumieniem.
I wzajemnie.
MK:
"Przypomina mi to niedawną sprawę awantury o zapowedź stacji "Plac
Wilsona" w metrze. Puryści językowi walczyli jak lwy o prawidłową,
słownikową wymowę, podczas gdy na Żoliborzu (i w zasadzie w całej
lewobrzeżnej) "od zawsze" wymawiało się przez twarde "W". Zgadnij,
która koncepcja wygrała?"
MK dalej wyjaśniając:
"Sprawa Wilsona stanowi wyjątek bo trudno mówić o spolszczeniu
nazwiska (w tym wypadku). Bo wymawianie nazwiska w sposób inny niż to
robi jego własciciel jest zwyczajnie niegrzeczne."
RG: Czyli zapowiedź w metrze warszawskim jest niegrzeczna?
MK: "Poniekąd tak."
A teraz cytat z podanej przez ciebie strony:
"... nazwa plac Wilsona jest tradycyjnie wymawiana z głoską [w]
(miękkie w) na początku od chwili nazwania tak tego obiektu kie w) na
początku od chwili nazwania tak tego obiektu topograficznego na
warszawskim Żoliborzu w okresie międzywojennym. Wynika to z faktu, że
nazwisko prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej Thomasa
Woodrowa Wilsona zostało przyswojone do polszczyzny w wymowie
spolszczonej, podobnie jak nazwisko innego, wcześniejszego o ponad
wiek, prezydenta amerykańskiego Waszyngtona (w tym wypadku
spolszczyliśmy nawet pisownię). Nikt nie ma wątpliwości, że jest ulica
i rondo Waszyngtona (a nie: Łoszingtona). Podobnie mieszkańcy
Żoliborza i starsi mieszkańcy całej Warszawy mówili przez cały czas
(nawet wówczas, gdy plac ten przemianowano na Komuny Paryskiej) o
placu Wilsona (a nie: Łilsona). W poradniku językowym O kulturę słowa
z roku 1962 prof. Witold Doroszewski, omawiając inne zagadnienie,
wspomniał: [...] mówimy Waszyngton, Wilson, Niagara, a nie Uoszinktn,
Uylsn, Najágara [...]
Renata
Temat: Podlaskie Echo Katolickie-"Zaglądanie w przyszłość
„Mało komu chyba trzeba przedstawiać osobę Stefana Ossowieckiego.
Ten żyjący w latach 1877-1944 z pozoru zwykły mężczyzna był jednym z
najbardziej niesamowitych i największych jasnowidzów wszechczasów, a
jego inne niewiarygodne umiejętności, wśród których były m.in.
czytanie w czyichś myślach, "widzenie" mającej wkrótce nastąpić
czyjejś śmierci są ogólnie znane.
Ossowiecki znany był z odczytywania informacji znajdujących się w
zaklejonych kopertach (nawet w innym pomieszczeniu), zalutowanych
rurach, czy w innym mieście (a nawet kraju), odnajdywania ludzi i
przedmiotów, przekazywania wiadomości od zmarłych, odczytywania aury
człowieka, pojawiania się w różnych miejscach jednocześnie czy wizji
przyszłości i przeszłości. Rozwiązywał także zagadki kryminalne – na
przykład w 1931 roku miał on uratować honor polskiej czekolady,
odkrywając tajemnicę zanieczyszczania słodyczy metalem w zakładach
Wedla. W seansach Ossowieckiego gromadnie uczestniczyły naukowe
sławy, takie jak fizyk Mieczysław Wolfke, lekarz Edward Loth czy
językoznawca Witold Doroszewski. Ponadto, w mieszkaniu przy ul.
Polnej pojawiali się: Reymont, Stefan Żeromski, Stanisław
Przybyszewski i Juliusz Osterwa. Najsłynniejszym klientem
Ossowieckiego miał być marszałek Piłsudski, żywo interesujący się
metapsychiką, który ponoć przeprowadził z nim kilka eksperymentów.
Eksperymenty z Ossowieckim były szeroko znane w przedwojennej
Europie. Pomagał BEZINTERESOWNIE ludziom z całego świata. Nigdy nie
zarzucano mu oszustwa.
Inżynier Stefan Ossowiecki był człowiekiem głęboko wierzącym.
Podkreślał to zawsze, że jego jasnowidzenia są darem od Boga danym.
Nie przyjmował żadnych pieniędzy za swoje usługi, ponieważ
twierdził, że DAR DARMO DANY MUSI BYĆ DARMO ROZDAWANY.”
Czy ktoś z tłumów dzisiejszych „wróżek”, czy „wróżbitów” może się z
nim równać ? –NIE. Pobierają za swoje usługi jednakże stawkę –
bagatela- od 100 do 300 zł. I ktoś tu napisał, że ludzie płacą
z „wdzięczności”. Ha Ha, - jakiej ? – za opowiadanie steku bzdur i
żerowaniu na naiwnych ?
Zastanówcie się, czy w ciągu kilku lat tego forum pojawiła się tu
jakaś naprawdę wiarygodna wróżka, której przepowiednie by się
sprawdzały ?- NIE. Weźcie to pod rozwagę, zanim ktoś naopowiada wam
dyrdymałów i skasuje za to odpowiednią stawkę, nie biorąc żadnej
odpowiedzialności za swoje „przepowiednie”.
Pozdrawiam.
Obejrzyj wszystkie posty z tego tematu
Temat: drzwi
Profesor Witold Doroszewski zalecał wymowę dżwi (nie dźwi i nie d-żwi). Obejrzyj wszystkie posty z tego tematu
Temat: drzwi
dżwi
> Profesor Witold Doroszewski zalecał wymowę dżwi (nie dźwi i nie d-żwi).
Dziękuję za informację!
Hmmm... w takim razie lepiej byłoby zmienić pisownię. Ale znając konserwatyzm słownikotwórców... Obejrzyj wszystkie posty z tego tematu
Temat: co po brązie?
> tym swoim slownikiem, ktory zreszta jak sama piszesz pochodzi z lat 70, czyli
> tego okresu kiedy namnozylo sie rozmaitych "ekspertow" za punkty za pochodzenie
>
> (o ile istotnie osoby, na ktore sie powolujesz, sa starsze ode mnie, wyjasnia C
> i
> co to takiego "punkty za pochodzenie" i dlaczego ich "ekspertyza" budzi pogarde
> )
>
Witold Doroszewski, pomimo iż początkowo kształcił się w na Uniwersytecie
Moskiewskim, był wybitnym specjalistą... I nie pochodzenie o tym decydowało.
Studia kończył na UW (m.in. pod kierunkiem wybitnego językoznawcy Jana Baudouina
de Courtenay) Pracował na uniwersytecie jako starszy asystent w Katedrze Języka
Polskiego; potem uzupełniał studia w Ecole Nationale des Langues Orientales
Vivantes w Paryżu i był tam lektorem języka polskiego. Potem został docentem w
Katedrze Języka Polskiego UW i kierownikiem tej Katedry, profesorem
nadzwyczajnym, a w końcu profesorem zwyczajny. Był dyrektorem Instytutu
Fonetycznego UW. Kierował również Pracownią Dialektologiczną PAN w Warszawie.
Prowadził wykłady z języka polskiego, słowotwórstwa i językoznawstwa ogólnego
(na UW) a gościnnie wykładał na uniwersytecie w Brukseli, uniwersytecie
Wisconsin w Madison (i tam zorganizował Katedrę Języka Polskiego),
uniwersytetach w Nancy, Bordeaux i College de France w Paryżu, w Oxfordzie,
Leeds i Londynie.
Poza tym brał udział jako żołnierz w kampanii wrześniowej, oraz wykładał na
tajnym Uniwersytecie Warszawskim.
Więc raczej nie był pariasem, który nagle stał sie profesorem z woli towarzysza
dyrektora...
Obejrzyj wszystkie posty z tego tematu
Temat: dobry alergolog w bydgoszczy
Dla dzieci czy dla dorosłych? Jak dla dorosłych to wiem, że znajomi
bardzo chwalą dr n. med. Witold Doroszewski - przyjmuje w przychodni
przy belmie.
Obejrzyj wszystkie posty z tego tematu
Temat: Moze to dziwne, ale...
Nadmiaru uprzejmosci ani wiedzy nie mozna ci zarzucic.
Cytuje 'Encyklopedie jezyka polskiego', Ossolineum 1999 (czyli mlodsze i
bardziej jare niz swietej pamieci Szober czy Doroszewski). Autorzy tej
encyklopedii jakos sie doszukali gerundiow w polskim:
Rzeczowniki odslowne (gerundia) sa regularnie tworzonymi derywatami
odczasownikowymi, maja one znaczenie nazw czynnosci i stanu. Tworzone sa w
zasadzie od wszystkich czasownikow (pare wyjatkow typu 'isc') za pomoca
afiksow -n, -en, -c (np. 'pranie', 'chodzenie', 'bicie'); zasady doboru afiksow
jak w imieslowach biernych. (...) Rzeczowniki odslowne sa rodzaju nijakiego. W
swej podstawowej funkcji czasownikow uzytych w skladniowej funkcji rzeczownika
sa one pozbawione form liczby mnogiej.
> Ech, językoznawcy z bożej łaski!
> Jakiego to gerundium w języku polskim się doszukujecie?
> Gerundium to własciwy łacinie rzeczownik odczasownikowy występujacy tylko w
> przypadkach zależnych liczby poedyńczej.
> Popisujecie się jakimiś fragmentarycznymi wiadomościami. Wiecie tylko, że
> dzwonią! Czy wiecie przypadkiem, kto to był Stanisław Szober albo Witold
> Doroszewski? Jak nie wiecie, zapytajcie starszych. Polecam Wam Stanisława
> Doroszewskiego, w oprac. Witolda Doroszewskiego "Gramatykę języka polskiego".
> Stare to, ale jare.
> A pani słuchaczka odpowiedziała dobrze. Miała rację: "czytanie" to
> rzeczwnik; rzeczownik odczasownikowy czli odsłowny orzeczeniowy. I ma pełną
> deklinację jak wszystkie rzeczowniki,z wyjątkiem pluralia tantum.
> Profesor niezwyczajny kaj.ka
> Pozdrawiam czule. Uczcie się!
Obejrzyj wszystkie posty z tego tematu
Temat: Wasze ulubione knigi.......
Ulubione to ulubione! Znaczy, że mam więz emocjonalna z nimi. To są:
Witold Doroszewski; Język Myślenie Działanie
Etienne Gilson; Lingwistyka a filozofia
Nic wiecej nie opowiadam, bo tą knyhy (книги znane pokoleniom. A jednak... Obejrzyj wszystkie posty z tego tematu
Temat: Ksiójżki
Kiermasz Bajek już mam, więc nowego nie będę kupować, ale jakbym nie miała ...
byle tylko miał te stare rysunki, bo w tym starym wydaniu są ilustracje
Warmiaków (Andrzej Samulowski) i Mazurów (Hieronim Skurpski).
Mocno bym się zastanowiła nad tą książką
LITERATURA LUDOWA
WARMIA i MAZURY
Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, Wrocław 1959, Stron 136, Stan dobry.
Spis Treści:
CZĘŚĆ REGIONALNA
Rozprawy i Prace Naukowe
Władysław Chojnacki - Dzieje ludności polskiej na Mazurach
Władysław Gębik - folklor Warmii i Mazur i jego polscy badacze w XVIII, XIX i
XX stuleciu
Witold Doroszewski - prace dilektologiczne na Mazurach i Warmii
Emilia Sukretowa - Biedrawina - legendy grunwaldzkie
Tadeusz Oracki - zbiór pieśni mazurskich Gizewiusza
Władysław Gebik - Rok Kajkowski trwa
Tadeusz Oracki - M. Kajka - ludowy poeta i działacz mazurski
Edward Martuszewski - nauka niemiecka a folklor Warmii i Mazur
Stanisław Świrko - kancjonał pruski
Teksty Ludowe
Władysław Gębik - rękopis Thomasicka
Jarosław Lisakowski - rękopis pieśni mazurskich Gizewiusza
Praca Zbiorowa - opowiadania i obrzędy ludowe na Mazurach i Warmii
Barbara Gębik - jak diabeł swoje dzieci chwalił
Walenty Aleksandrowicz - ludowe zagadki mazurskie
maryna Okecka - Bromkowa - folklor Warmii i Mazur w radio olsztyńskim
RECENZJE
Jan Basara - M. Zientara - Malewska, M. Lengowski, T. Ruczyński, A. Śliwa:
Poezje Warmii i Mazur
Władysław Kupiszewski - Michał Kajka: Zebrałem snop plonu
Bibliografia
Jadwiga i Władysław Chojnaccy - materiały do bibliografii etnografii mazur i
Warmii za lata 1945 - 58
CZĘŚĆ OGÓLNA
Kazimierz Ślaski - wieś pańszczyźniana w świetle dawnych przysłów
Józef Ondrusz - Paweł Dobsinsky i jego dzieło
Julian Krzyżanowski - Antonim Satke: Hlucinsky pohadhar Josef Smolka
Piotr Wojciechowski - przyśpiewki i wiersze okupacyjne
Rozprawy jak rozprawy - niekoniecznie musza być dla nas ciekawe, ale może te
teksty ludowe warto zobaczyć? Hi hi - żebyśmy się tylko nie zaczęły o nią
licytować.
Obejrzyj wszystkie posty z tego tematu
Temat: Ratujmy kapliczki
A oto jak opisuje tą kapliczkę sam Ogrodziński w swojej książce.
"....a przecież mi żal, że po Moskwie nie snują się sanie.
Dobrze temu, ktoremu do ukojenia żalu wystarczy napisana piosenka. Zadziała jak
balsam, plaster na rozum i serce. I poleci w świat do ludzi. Dajmy jednak spokój
Okudżawie w Trękusie."
Chciało by się jeszcze dopśpiewać Niemena , że czas jak rzeka jak rzeka
płynie.... i zmienia nam architekturę krajobrazu warmińskiego, zmienia się styl
chałup i starzeją się kapliczki. Życie idzie przebojem.
Trękus ma jeden bezporny zabytek jest nia kapliczka w lipach. Nieco tylko ponad
10 km od Olsztyna. Fenomen sztuki. Stojąca w środku rozdroża w kręgu wiekowych
lip. Wiekowe dzieło rąk ludzkich z chorągiewką dachową z wyciętą w blasze datą:
1792. We wnęce przetrwała figurka Matki Boleściwej. Proboszcza z Klewek to
zadziwiło, że przetrwała i zabrał do konserwacji. Poddana konserwacji, a w
miejscu postawiono zastępczynię orginału, również z drewna.
Przy tej akcji był Edward Cyfus znany jako gawędziarz i Izabela Lewandowska -
historyk regionalny.
Tak wspomina Ogrodziński pewne spotkanie:
"Zatrzymałem się koło drugiej kapliczki, kolo sklepu w Trękusie i pojawił się
starszy człowiek, jakiś Warmiak (...) Przeszedłem na warmiński, trochę na
niemiecki, to on się trochę otworzył przede mną i to on powiedział, ze po
wojnie, jak te profesury tu jeździli, to oszaleli o tych kapliczkach i opowiadał
o tej okrągłej: "A ta kapelka to oni ją unieśli i postawili jak kloc. Wychodzi
na to , ze oni tą kapliczkę sztucznie podniesiona do góry (...)
Bomba! Jeden z profesurów, ktorzy mieli oszaleć o tych kapliczkach - to Witold
Doroszewski. Jesli tak, mielibyśmy w Trękusie przewodnicki hit dla turystów."
Teraz ciekawe gdzie jest ten przewodnicki hit ?
A no noju to poznanie nowego słówecka warnijskiego.
Kapelka - kapliczka - cy ni tak ? Obejrzyj wszystkie posty z tego tematu
Temat: SŁOWIAŃSCY NAUKOWCY I TWÓRCY KULTURY
Witold Doroszewski
pl.wikipedia.org/wiki/Witold_Doroszewski Obejrzyj wszystkie posty z tego tematu
Temat: Zjazd absolwentów VI LO IVe matura 1995
Nie zgadzam się na koniec w tym momencie! To Ty, Michale, zaatakowałeś
znienacka i w tył głowy, a teraz już nie chcesz ciągnąć gry, którą Ty
zainicjowałeś? Doprowadźmy choćby tę niesmaczną przystawkę do końca. Wszak
potykamy się na publicznym forum, gdzie nie miejsce na obrazę pod wpływem
urażonej miłości własnej. Rejterada w obliczu utraty pozycji recenzenta to
nieetyczny zabieg, który Tobie nie przystoi. Skończmy więc wpierw z
tym "pretekstowym" detalem.
W żaden sposób śp. Witold Doroszewski nie mógł wyrazić przytoczonego przez
Ciebie poglądu w "końcu lat osiemdziesiątych", bo opuścił nasz ziemski padół w
1976 roku. Ewolucja słowa "nadwerężyć-nadwyrężyć" była następująca:
- 1972 Słownik Wyrazów Bliskoznacznych: wyłącznie "nadwerężyć",
- 1973 Słownik Poprawnej Polszczyzny: wyłącznie "nadwerężyć",
- 1976 Słownik Języka Polskiego: wyłącznie "nadwerężyć",
- 1984 Słownik Ortograficzny J.P: wyłącznie: nadwerężyć,
- 1985 Słownik Etymologiczny J.P /Brucknera/: nadwerężyć /kursywa:nadwyrężyć/,
- 1999 WSOJP /Markowski/: nadwerężyć, nadwyrężyć /formy równoprawne/.
Wyszydzana przez Ciebie presja fonetyki na słowo pisane jest tu widoczna gołym
okiem. Skąd ta presja? "Nadwerężać" - jak dowodzi Bruckner - wzięła się z
ruskiego "weredi", czego polskie ucho /w tym i moje/ nie akceptowało i "e"
ciągnęło do "y". Ale Tyś się z tego wywodu ubawił i ośmieszał
mnie "dymokracją". Tymczasem antyruskie "nadwyrężać" zasłużyło sobie na uzus.
Zawodowiec tego nie czuje?
Jesteśmy na forum, Michale. To nie jest miejsce do protekcjonalnego
poklepywania po ramieniu starszych facetów. Tu nalezy przyjąć pewną określoną
przez gospodarzy konwencję. Przenoszenie formy własnych dokonań literackich,
ignorujących tę konwencję, jest przejawem szczególnej arogancji wobec
uczestników forum. Ale Tobie - jak uważasz - wolno, bo zmurszałe konwencje masz
już za sobą.
Wielki Irlandczyk James Joyce, prekursor literackiego strumienia świadomości,
pisał listy do swojego brata, Stanislausa. Ani przez moment nie przyszło mu do
głowy, by w listach tych sięgnąć do arcybogatego arsenału literackich środków
wyrazu. Pisze te listy potocznym językiem. I jest to oczywiste. Ale Ty,
szanowny recenzencie, wypinasz się na tę zasadę. Bo to tez masz już zapewne za
sobą.
Namawiam Cię na chwilę autorefleksji, miast małostkowego roztrząsaniem mojego
triumfalizmu.
Obejrzyj wszystkie posty z tego tematu
Temat: Ocalmy kapliczki i krzyże
Kapelka w Trękusie
A oto jak opisuje tą kapliczkę sam Ogrodziński w swojej książce"Ziemia przeznaczeń"
"....a przecież mi żal, że po Moskwie nie snują się sanie.
Dobrze temu, któremu do ukojenia żalu wystarczy napisana piosenka. Zadziała jak
balsam, plaster na rozum i serce. I poleci w świat do ludzi. Dajmy jednak spokój
Okudżawie w Trękusie."
Chciało by się jeszcze dośpiewać Niemena , że czas jak rzeka jak rzeka
płynie.... i zmienia nam architekturę krajobrazu warmińskiego, zmienia się styl
chałup i starzeją się kapliczki. Życie idzie przebojem. Trękus ma jeden
bezsporny zabytek jest nią kapliczka w Lipach. Nieco tylko ponad 10 km od
Olsztyna. Fenomen sztuki. Stojąca w środku rozdroża w kręgu wiekowych lip.
Wiekowe dzieło rąk ludzkich z chorągiewką dachową z wyciętą w blasze datą: 1792.
We wnęce przetrwała figurka Matki Boleściwej. Proboszcza z Klewek to
zadziwiło, że przetrwała i zabrał do konserwacji. Poddana konserwacji, a w
miejscu postawiono zastępczynię oryginału, również z drewna. Przy tej akcji był
Edward Cyfus znany jako gawędziarz i Izabela Lewandowska - historyk regionalny.
Tak wspomina Ogrodziński pewne spotkanie:
"Zatrzymałem się koło drugiej kapliczki, kolo sklepu w Trękusie i pojawił się
starszy człowiek, jakiś Warmiak (...) Przeszedłem na warmiński, trochę na
niemiecki, to on się trochę otworzył przede mną i to on powiedział, ze po
wojnie, jak te profesury tu jeździli, to oszaleli o tych kapliczkach i opowiadał
o tej okrągłej: "A ta kapelka to oni ją unieśli i postawili jak kloc. Wychodzi
na to , ze oni tą kapliczkę sztucznie podniesiona do góry (...)
Bomba! Jeden z profesurów, ktorzy mieli oszaleć o tych kapliczkach - to Witold
Doroszewski. Jesli tak, mielibyśmy w Trękusie przewodnicki hit dla turystów."
kapelka - kapliczka
Ciekawe czy jest taki przewodnik po kapliczkach na Warmii ? Obejrzyj wszystkie posty z tego tematu
Temat: Włochy i włoski
Posiadacze natychmiastowego dostępu do słownika etymologicznego,
poratujcie mnie! Tyle lat żyję na tym świecie, a nie wiem, skąd
właściwie nazwa Włochy? Dlaczego nie Italia, jak w większości chyba języków.
Przepraszam, jeśli pytanie banalne i proszę o etymologiczne wyjaśnienie.
Pozdrawiam
Ewa
Cytuje dawny moj post:
Pochodzenie historyczne nazwy "Wlochy" ma ustalona w Polsce tradycje.
Mianownik liczby mnogiej od "Wloch" mial dawniej postac "Wloszy",
pozniej zmieniona na "Wlosi", biernik "Wlochy", ktora to forma
przetrwala do dzis jako nazwa kraju.
"Wolochami" - a "Woloch" to bylo przedpolskie, praslowianskie brzmienie
przeksztalcone u nas na "Wloch" - nazywali Slowianie ludy romanskie,
przejeli zas te nazwe od Niemcow ("Welsch"). W jezykach germanskich
byla to pierwotnie nazwa Celtow (od jednego z plemion celtyckich:
"Volcea", zachowana zreszta w nazwie prowincji angielskiej: "Wales").
Gdy pierwotna Galia zamieszkana przez Celtow zostala zromanizowana,
nazwe nadana Celtom przeniesiona na Romanow. (Dla porownania w jezyku
wegierskim "Olasz" jest etymologicznie i znaczeniowo tym samym co
nasz "Wloch").
Prawda jest, ze w okresie miedzywojennym usilowano wprowadzic w zycie
formy "Italia", "italski" z pobudek politycznych. Pisal o tym Witold
Doroszewski w ksiazce "Mysli i uwagi o jezyku polskim" (1937). A pisal
tak: "Inicjatorem zastapienia nazw powszechnie dotad w jezyku polskim
uzywanych: "Wlochy", "wloski" nazwami "Italia", "italski" byl w roku
1925 owczesny posel Wloch w Warszawie, dr Antonio Menotti Corvi,
ktoremu nasze wyrazy kojarzyly sie - zreszta pod wzgledem historycznym
slusznie - z nazwa niemiecka "Welsh". Nazwa ta ma jednak w jezyku
niemieckim odcien nieco pogardliwy, ktorego oczywiscie nasza nazwa
"Wloch" jest najzupelniej pozbawiona. Jako usluzni posrednicy miedzy
panem poslem a spoleczenstwem polskim ofiarowali sie niektorzy
dziennikarze. Zaczeli oni "Italia", "italski" wprowadzac do pism (...)
Otoz przeciw rugowaniu dawnych polskich nazw i wprowadzaniu na ich
miejsce nowych przemawia ten wzglad zasadniczy, ze o tym, jak pewien
narod nazywaja jego sasiedzi lub w ogole inne narody, rozstrzyga nie
ten narod, tylko wlasnie ci inni. Niemcy sami siebie nazywaja
"Deutsche", my ich "Niemcami", Francuzi - "Allemands", Anglicy -
"Germans", Wlosi - "Tedeschi", Litwini - "Vokieciai". (Szwedzi zas
mowia "Tyskar",dopisek moj). Rosje nazywaja Lotysze "Krevija", Estonie -
"Igaunija". Polske Wegrzy nazywaja "Lengyelorszag" (od plemienia
Ledzian, dop. wlasny), a Litwini - "Lenkija", my panstwo wegierskie -
"Wegrami", a nie jak sami Wegrzy - "Magyarorszag". Ani Polacy, ani
Niemcy, ani Rosjanie, ani Wegrzy nie zglaszaja pretensji do
ktoregokolwiek z inny narodow o to, jak ten narod ma ich nazywac.
Tak samo nie jest rzecza stosowna narzucanie nam z zewnatrz nowych
nazw na miejsce tych, ktorych uzycie ugruntowala u nas kilkusetletnia
tradycja."
W roku 1939 ambasada wloska zwracala sie raz jeszcze do naszego
Ministerstwa Spraw Zagranicznych z propozycja w sprawie nazwy "Italia".
Wowczas profesor Rostfinski zaproponowal, zeby nawzajem Wlosi Polske
nazywali "Polska", a nie "Polonia".
// Robert Dygant
Temat: Włochy
In article <8r2vke$ic@news.tpi.pl,
"Mirnal" <mir@gdynia.multinet.plwrote:
Dlaczego ładniejszą nazwę Italia zmieniono na Włochy?
In article <8r2vke$ic@news.tpi.pl,
"Mirnal" <mir@gdynia.multinet.plwrote:
Dlaczego ładniejszą nazwę Italia zmieniono na Włochy?
Znajomych Włochów denerwuje związek z kudłami.
Może by zmienić oficjalną nazwę. Kto za? (lista dyskutantów w dalszym
ciągu
zawiera pół tuzina facjat?).
Jest to nieporozumienie. Nikt nigdy takiej zamiany nie dokonywal.
Pochodzenie historyczne nazwy "Wlochy" ma ustalona w Polsce tradycje.
Mianownik liczby mnogiej od "Wloch" mial dawniej postac "Wloszy",
pozniej zmieniona na "Wlosi", biernik "Wlochy", ktora to forma
przetrwala do dzis jako nazwa kraju.
"Wolochami" - a "Woloch" to bylo przedpolskie, praslowianskie brzmienie
przeksztalcone u nas na "Wloch" - nazywali Slowianie ludy romanskie,
przejeli zas te nazwe od Niemcow ("Welsch"). W jezykach germanskich
byla to pierwotnie nazwa Celtow (od jednego z plemion celtyckich:
"Volcea", zachowana zreszta w nazwie prowincji angielskiej: "Wales").
Gdy pierwotna Galia zamieszkana przez Celtow zostala zromanizowana,
nazwe nadana Celtom przeniesiona na Romanow. (Dla porownania w jezyku
wegierskim "Olasz" jest etymologicznie i znaczeniowo tym samym co
nasz "Wloch").
Prawda jest, ze w okresie miedzywojennym usilowano wprowadzic w zycie
formy "Italia", "italski" z pobudek politycznych. Pisal o tym Witold
Doroszewski w ksiazce "Mysli i uwagi o jezyku polskim" (1937). A pisal
tak: "Inicjatorem zastapienia nazw powszechnie dotad w jezyku polskim
uzywanych: "Wlochy", "wloski" nazwami "Italia", "italski" byl w roku
1925 owczesny posel Wloch w Warszawie, dr Antonio Menotti Corvi,
ktoremu nasze wyrazy kojarzyly sie - zreszta pod wzgledem historycznym
slusznie - z nazwa niemiecka "Welsh". Nazwa ta ma jednak w jezyku
niemieckim odcien nieco pogardliwy, ktorego oczywiscie nasza nazwa
"Wloch" jest najzupelniej pozbawiona. Jako usluzni posrednicy miedzy
panem poslem a spoleczenstwem polskim ofiarowali sie niektorzy
dziennikarze. Zaczeli oni "Italia", "italski" wprowadzac do pism (...)
Otoz przeciw rugowaniu dawnych polskich nazw i wprowadzaniu na ich
miejsce nowych przemawia ten wzglad zasadniczy, ze o tym, jak pewien
narod nazywaja jego sasiedzi lub w ogole inne narody, rozstrzyga nie
ten narod, tylko wlasnie ci inni. Niemcy sami siebie nazywaja
"Deutsche", my ich "Niemcami", Francuzi - "Allemands", Anglicy -
"Germans", Wlosi - "Tedeschi", Litwini - "Vokieciai". (Szwedzi zas
mowia "Tyskar",dopisek moj). Rosje nazywaja Lotysze "Krevija", Estonie -
"Igaunija". Polske Wegrzy nazywaja "Lengyelorszag" (od plemienia
Ledzian, dop. wlasny), a Litwini - "Lenkija", my panstwo wegierskie -
"Wegrami", a nie jak sami Wegrzy - "Magyarorszag". Ani Polacy, ani
Niemcy, ani Rosjanie, ani Wegrzy nie zglaszaja pretensji do
ktoregokolwiek z inny narodow o to, jak ten narod ma ich nazywac.Tak
samo nie jest rzecza stosowna narzucanie nam z zewnatrz nowych naza na
miejsce tych, ktorych uzycie ugruntowala u nas kilkusetletnia
tradycja."
W roku 1939 ambasada wloska zwracala sie raz jeszcze do naszego
Ministerstwa Spraw Zagranicznych z propozycja w sprawie nazwy "Italia".
Wowczas profesor Rostfinski zaproponowal, zeby nawzajem Wlosi Polske
nazywali "Polska", a nie "Polonia".
Kryterium estetyczne nie powinno i nie moze byc jedynym decydujacym
w sprawach jezykowych. Mi na przyklad, wyraz "Polonia" bardziej sie
podoba niz "Polska", co nie znaczy, ze postulowalbym zastapic ten drugi
tym pierwszym.
// Robert B Dygant <Uppsala
Temat: Pytanie
(...)
2. Dlaczego tylko w Polsce na Italie mowimy tez Wlochy? Czy to tez
odziedziczylismy po Krolowej Bonie?
(...)
"Wolochami" - a "Woloch" to bylo przedpolskie, praslowianskie brzmienie
przeksztalcone u nas na "Wloch" - nazywali Slowianie ludy romanskie,
przejeli zas te nazwe od Niemcow ("Welsch"). W jezykach germanskich
byla to pierwotnie nazwa Celtow (od jednego z plemion celtyckich:
"Volcea", zachowana zreszta w nazwie prowincji angielskiej: "Wales").
Gdy pierwotna Galia zamieszkana przez Celtow zostala zromanizowana,
nazwe nadana Celtom przeniesiona na Romanow. (Dla porownania w jezyku
wegierskim "Olasz" jest etymologicznie i znaczeniowo tym samym co
nasz "Wloch").
Prawda jest, ze w okresie miedzywojennym usilowano wprowadzic w zycie
formy "Italia", "italski" z pobudek politycznych. Pisal o tym Witold
Doroszewski w ksiazce "Mysli i uwagi o jezyku polskim" (1937). A pisal
tak: "Inicjatorem zastapienia nazw powszechnie dotad w jezyku polskim
uzywanych: "Wlochy", "wloski" nazwami "Italia", "italski" byl w roku
1925 owczesny posel Wloch w Warszawie, dr Antonio Menotti Corvi,
ktoremu nasze wyrazy kojarzyly sie - zreszta pod wzgledem historycznym
slusznie - z nazwa niemiecka "Welsh". Nazwa ta ma jednak w jezyku
niemieckim odcien nieco pogardliwy, ktorego oczywiscie nasza nazwa
"Wloch" jest najzupelniej pozbawiona. Jako usluzni posrednicy miedzy
panem poslem a spoleczenstwem polskim ofiarowali sie niektorzy
dziennikarze. Zaczeli oni "Italia", "italski" wprowadzac do pism (...)
Otoz przeciw rugowaniu dawnych polskich nazw i wprowadzaniu na ich
miejsce nowych przemawia ten wzglad zasadniczy, ze o tym, jak pewien
narod nazywaja jego sasiedzi lub w ogole inne narody, rozstrzyga nie
ten narod, tylko wlasnie ci inni. Niemcy sami siebie nazywaja
"Deutsche", my ich "Niemcami", Francuzi - "Allemands", Anglicy -
"Germans", Wlosi - "Tedeschi", Litwini - "Vokieciai". (Szwedzi zas
mowia "Tyskar", dopisek moj). Rosje nazywaja Lotysze "Krevija", Estonie -
"Igaunija". Polske Wegrzy nazywaja "Lengyelorszag" (od plemienia
Ledzian, dop. wlasny), a Litwini - "Lenkija", my panstwo wegierskie -
"Wegrami", a nie jak sami Wegrzy - "Magyarorszag". Ani Polacy, ani
Niemcy, ani Rosjanie, ani Wegrzy nie zglaszaja pretensji do
ktoregokolwiek z inny narodow o to, jak ten narod ma ich nazywac.Tak
samo nie jest rzecza stosowna narzucanie nam z zewnatrz nowych naza na
miejsce tych, ktorych uzycie ugruntowala u nas kilkusetletnia
tradycja."
W roku 1939 ambasada wloska zwracala sie raz jeszcze do naszego
Ministerstwa Spraw Zagranicznych z propozycja w sprawie nazwy "Italia".
Wowczas profesor Rostfinski zaproponowal, zeby nawzajem Wlosi Polske
nazywali "Polska", a nie "Polonia".
pozdrowienia,
//Robert B Dygant
Temat: Śmierć Karpia - cd. Śledztwo się rozszerza
Odmiana Karpa jest nieprawidłowa
Drogi Bustawie!
Cytuję opinię z Twojego linku:
Ta zasada odnosi się też do podanego nazwiska, od którego można utworzyć dwie
serie form odmiany: 1) DB. Karpia, C. Karpiowi, N. Karpiem, Ms. Karpiu; 2) DB.
Karpa, C. Karpowi, N. Karpem, Ms. Karpie. Gdybym sam miał wybierać, wybrałbym
odmianę drugiego typu.
Jest to opinia, czy też jak sam nazwał - wybór, pana Grzenia z Uniwersytetu
Śląskiego, o którym nie wiem, kto zacz, i który nawet nie zadał sobie trudu,
żeby wyjaśnić, dlaczego ta deklinacja jego zdaniem jest lepsza.
Nie chcę go urażać, ale obawiam się, że miałby z takim uzasadnieniem trudności,
gdyż przypuszczam, że w większym stopniu oparte jest ono na czymś w rodzaju
"widzimisię", bądź też "bomisiętakbardziejpodoba", aniżeli na jakimś logicznym
wywodzie.
Teraz może słowo wyjaśnienia ode mnie. Dlaczego upieram się przy pierwszej
deklinacji, a nawet w odróżnieniu od p. Grzenia uważam ją za jedyną prawidłową.
Byłem parę lat temu tłumaczem na ślubie mojego znajomego, który nazywał się,
(zmieniam nieco nazwisko) Machnicki. Przed ceremonią urzędnik berlińskiego
urzędu stanu cywilnego na Zehlendorfie, niegłupi człowiek, zapytał pannę młodą,
czy po zawarciu małżeństwa będzie używać nazwiska męża. 19-latka, fryzjerka z
małej mieściny na Dolnym Śląsku powiedziała, że tak. - A w jakiej formie? -
dopytywał się urzędnik. Mimo że był Niemcem, coś był już słyszał o tej różnicy
deklinacyjnej charakterystycznej dla polszczyzny. Pewnie chciał się też trochę
popisać. Ku mojemu zdumieniu panna młoda oświadczyła, że decyduję się na forme
Machnicki. Dlaczego? - zapytałem ją. Nie potrafiła dać odpowiedzi. Jej
przyszły mąż wściekł się. - Moja żona będzie nazywać się Machnicka - powiedział
urzędnikowi.
Później wiele razy przypominałem sobie tę scenę i dużo o niej myślałem. Czemu
dziewczyna z polskiej prowincji wychodząca za Polaka z Berlina chce się nazywać
Machnicki? Pewnie taka forma nazwiska wydawała jej się ładniejsza, bardziej
prestiżowa, awansująca ją w środowisku, ż jakiego się wywodziła. To -cki, a
nie -cka na koncu nazwiska w jej oczach było nobilitacją. Wynosiło ją ponad
przeciętność w takim samym stopniu jak niemieckie von albo francuskie de przed
szlacheckim nazwiskiem.
Mam powody podejrzewać, że z podobnych względów właśnie taka deklinacja
nazwiska Karp (mniej polska i przez to mniej kompromitująca) milsza jest uchu
p. Grzenia z Uniwersytetu Śląskiego. Co nie zmienia faktu, że kompromituje go
jako językoznawcę. Ś.P. prof Witold Doroszewski, gdyby żył, wysłałby go na
kursy dokształcające.
Rownież Marek Karp, jeśli to prawda, że w ten sposób deklinował swoje nazwisko,
bardzo stracił w moich oczach. Bo uległ tej samej pokusie, niegodnej człowieka
wykształconego, co 19-letnia fryzjerka z małej mieściny na Dolnym Śląsku....
W polszczyżnie jest nawiasem mówiąc cała masa takich dziwactw językowych nie
mających żadnego uzasadnienia poza nieuctwem i kompleksami niższości tych,
którzy je wciąż do niej wprowadzają.
Obejrzyj wszystkie posty z tego tematu
Temat: 100 biało-czerwonych planet poza Układem Słonec...
Jakkolwiek wielka dyskusja, która eksplodowała na kanwie artykułu,
jest bardzo ciekawa i pouczająca to myślę, że warto by powrócić do
jej „korzeni” czyli tytułu „100 biało-czerwonych planet poza
Układem Słonecznym”. Otóż, ten niefortunny tytuł oraz jego obrona
przez autora przypominają mi słynną dyskusję Melchiora Wańkowicza
z oponentami w sprawie tytułu książki jego córki Marty
Wańkowiczównej „W szpitalu pod dwoma okupacjami – pamiętnik
polskiej siostry miłosierdzia”. Tytuł ten wymyślił córce sam
Wańkowicz, dlatego też kiedy została ona skrytykowana za
niezgrabność gramatyczną, stary żubr litewski – jak mawiano o
Wańkowiczu – poczuł się zobowiązany do obrony swojego konceptu.
Trudno powiedzieć z jakiego powodu wielkiemu mistrzowi reportażu
oboczna lecz mniej elegancka forma liczebnika porządkowego wydała
się stosowną do użycia w tytule, niemniej uczyniwszy to Wańkowicz
jął jej bronić z całą swoją zawziętością, z której powszechnie był
znany. Nic więc dziwnego, że jego oponenci, którzy zasypywani wciąż
byli przez Wańkowicza dziesiątkami argumentów, mniej lub bardziej
istotnych, ale zawsze emocjonalnych, odwołali się w końcu do
niepodważalnego autorytetu, jakim był wówczas profesor Witold
Doroszewski. Profesor, choć niezbyt chętnie, zgodził się udzielić
wypowiedzi na temat spornej kwestii, lecz - wbrew oczekiwaniom
większego, usystematyzowanego wykładu – ograniczył się do
lakonicznego stwierdzenia, że z dwóch obocznych form: „dwiema”
i „dwoma”, ta pierwsza jest starsza i bardziej elegancka, a więc
lepsza. Wobec tak bezceremonialnego rozstrzygnięcia Wańkowicz był
po prostu bezradny, „pomruczał” wiec tylko coś o regionalnych
nawykach językowych i skończył temat.
Myślę, że (z zachowaniem proporcji, również co do objętości
uzasadnienia:) można by zakończyć temat niefortunnego tytułu
następującą konstatacją:
Tytuł „100 biało-czerwonych planet poza Układem Słonecznym” jest
niefortunny, ponieważ nie spełnia kryteriów poprawności; jako
informacja jest niekomunikatywny (niejasny, błędny), a jako
metafora – pretensjonalny.
Najlepszym zaś dowodem jego niefortunności jest fakt, że spowodował
on niemal powszechną krytykę zainteresowanych czytelników, którą –
chcąc nie chcąc – muszą autor i redakcja przyjąć do wiadomości.
Chyba, że uważają, iż „sądy sądami, a sprawiedliwość musi być po
ich stronie” czyli że gazetę robi się dla własnej przyjemności, a
nie dla klientów.
Obejrzyj wszystkie posty z tego tematu
Temat: oksymorony
Napisałam do pana Macieja Malinowskiego, Mistrza Ortografii, znawcy języka polskiego, autora rubryki "Obcy język polski" w tygodniku Angora. Oto co mi odpisał:
"Mile, pozytywnie rozczarować
Czy można się mile, pozytywnie rozczarować (albo być mile, pozytywnie rozczarowanym)?
Nie będę ukrywał, że należę do tych osób, które uważają, że zwroty te zawierają wewnętrzną sprzeczność i nie można ich traktować jako oksymoronów (jak np. zimne ognie, gorzkie szczęście, młody starzec). Przecież rozczarować się to tyle, co ‘zawieść się na kimś, na czymś; doznać uczucia zawodu z powodu tego, że coś się nie spełniło, że jest gorzej, niż można się było spodziewać; że nie spełniły się marzenia itp.’, a słowa mile, pozytywnie odnoszą się do czegoś odczuwanego jako przyjemne, miłe, dobre, co sprawia nam zadowolenie, co cieszy’.
A zatem − czy przykrość, zawód, rozczarowanie mogą być… miłe?
Pozornie wydaje się, że w tym wypadku o niebo lepsze byłyby konstrukcje niemile się rozczarować oraz być niemile rozczarowanym, gdyby nie jedno „ale”… Otóż przysłówek niemile jest tu zbyteczny (wręcz niepoprawny), gdyż w znaczeniu wyrazów rozczarować, rozczarowany tkwi już element czegoś niemiłego (mielibyśmy więc do czynienia z pleonazmem, tak jak przy cofnąć się do tyłu, poprawić na lepsze, kontynuować dalej czy wracać z powrotem). A zatem wystarczy powiedzieć rozczarować się, być rozczarowanym.
Niewykluczone jednak, że częste występowanie powiedzeń mile się rozczarować oraz być mile rozczarowanym w polszczyźnie potocznej ma podłoże właśnie w tych błędnych zwrotach niemile się rozczarować oraz być niemile rozczarowanym. No bo skoro można się niemile rozczarować, to można się chyba i mile rozczarować − mogą mniemać niektórzy rodacy.
Prof. Andrzej Markowski ma w tej kwestii inne uzasadnienie. Otóż uważa on, że jeśli ktoś świadomie posługuje się omawianymi zwrotami, to możliwe, iż chce zaskoczyć słuchacza niespotykanym połączeniem wyrazowym albo użył języka w sposób żartobliwy. Z kolei prof. Witold Doroszewski twierdził, że przysłówek mile (albo przyjemnie) dlatego występuje ze słowem rozczarować, że nie ma czasownika, który by zawierał treść wprost przeciwną.
Zdaniem tego wybitnego lingwisty historycznie taką parę symetryczną pod względem znaczeniowym stanowiły czasowniki oczarować − rozczarować. Pierwotnie bowiem oczarować znaczyło ‘rzucić czary na kogoś, urzec czarami’, a więc rozczarować − ‘uwolnić od rzekomych czarów, uroków’. Połączenie wówczas określenia przysłówkowego o znaczeniu dodatnim z czasownikiem rozczarować (ale tak właśnie rozumianym) było możliwe. Jeśli ktoś w swoim mniemaniu przezwyciężył na przykład działanie czarów, to doznawał uczuć przyjemnych i mógł powiedzieć: Szczęśliwie się rozczarowałem.
Czy jednak ktoś mówiący i piszący na co dzień mile się rozczarować oraz być mile rozczarowanym domyśla się, że używa czasownika rozczarować w dawnym znaczeniu ‘uwolnić od rzekomych czarów, uroków’? Z pewnością nie. Każdy wie, że rozczarować się to dzisiaj wyłącznie ‘zawieść się na kimś, na czymś’.
Jakie jest zatem wyjście z sytuacji?
Ano takie, że trzeba chyba zrezygnować z połączeń słów raczej się wykluczających mile i rozczarować się oraz mile i rozczarowany. O wiele lepiej (i bezpieczniej) mówić i pisać: jestem mile zaskoczony, mile mnie to zaskoczyło, gdyż zaskoczenie bywa czasem miłe, przyjemne, radosne. Oczywiście nic nie da się zarzucić konstrukcjom być niemile zaskoczonym albo niemile mnie to zaskoczyło…"
Obejrzyj wszystkie posty z tego tematu
Temat: Aktualności 2
Podrzucam Wam Wiecha
pl.wikipedia.org/wiki/Stefan_Wiechecki
Ci co nie znają i nie wiedzą to poznają i się dowiedzą, a Ci co znają też się uśmiechną...
...
Wiech to gwara warszawska, a zwłaszcza literackie naśladownictwo tej gwary wzorowane na tym, które stosował w swej twórczości Stefan Wiechecki ps. „Wiech”. Także zjawiska z gwary warszawskiej pojawiające się w wypowiedziach w języku ogólnopolskim. W literaturze rolą wiechu jest nadanie, zwłaszcza dialogom, elementów rodzajowości i komizmu. Słowo „wiech" w tym sensie zyskało pewną popularność w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku.
Niektórzy językoznawcy, zwłaszcza Witold Doroszewski próbowali stosować i promować określenie „wiech” dla wszelkich gwar miejskich, a nawet dla wszelkich „niekonwencjonalnych, odmian języka” potocznego, „naruszających lub rażących ustalony konwenans kulturalno-językowy”. Jednak obecnie słowo to zaniknęło w polszczyźnie i nie jest więcej spotykane.
...
bo dodaję jeszcze Tuwima.
/pewnie to wszystko już było na forum, ale co tam /
...
...................................
A polski bez jak pachniał w maju
W Alejach i w Ogrodzie Saskim,
W koszach na rogu i w tramwaju,
Gdy z Bielan wracał lud warszawski!
Szofer nim maił swą taksówkę
Frajerów wioząc na majówkę,
Na trawkie, pifko i muzykie;
Gnał na sto jeden, na rezykie;
A wiózł śmietankie towarzyskie:
Kuchtę Walercię, tę ze Śliskiej,
Burakoszczaka z Czerniakowskiej
I Józia Gwizdalskiego z Wolskiej.
Byli spocone i zziajane
I wszystka trzech w drebiezgi pjane,
I jak jechali bez Pułaskie,
Fordziak w latarnię wyrżnął z trzaskiem,
I przebiegł (tyż pod gazem krzynkie)
Flimon szarpany za podpinkie.
Szofer czarował go natralnie,
Że on zapychał leguralnie,
I "Niech ja skonam, niech ja skonam
(Zawsze dwa razy! Rzecz stwierdzona),
Skoro jeżeli znakiem tego
Nie jest to wina bzu danego,
Któren cholernie się uwietrzniał
I mocny zapach uskuteczniał;
Ciut, ciut mnie z niego zamroczyło
I właśnie bez to się zdarzyło".
Policjant mówił: "Ja nie frajer
I pan nie weźmiesz mnie na bajer,
Pan się zatrudniasz anhoholem" -
I nagle krzyk : "To ja chramolę!"
I "Nie bądź pan tu za szemrany!"
A kuchta w pisk: "Zabiją! Rany!"
A Józio w pysk, a Józia w mordę,
I już w powietrzu pachnie mordem,
I wszyscy do komisariatu,
A z winy - majowego kwiatu.
Potem to ślicznie Wiech uwieczniał,
Z daleka więc do pana Wiecha
Pełen wdzięczności się uśmiecham...
I cóż pan też uskutecznia?
Obejrzyj wszystkie posty z tego tematu
Temat: Wielkimi Krokami Zbliza Sie....2006...
Dla Samo
Poszperałam i oto, co znalazłam:
- z www.wszpwn.pl/default.asp?section=KLUB&ID=4408 :
Życzmy sobie Do siego roku, oby był dostatni i szczęśliwy. W tym tradycyjnym
zwrocie zachowała się dawna forma zaimka si ‘ten’. Kiedyś takie życzenia
składano sobie w Wigilię i odnosiły się one do mijającego roku - tego właśnie,
dziś rozciągamy je na cały następny rok.
- z www.proto.pl/porady_praktyczne/porady :
Do siego roku czy dosiego roku?
W tych popularnych życzeniach noworocznych często popełniamy błąd. Pisownia do
siego roku wynika z faktu, iż w wyrażeniu tym zachowała się forma dawnego zaimka
si. Do siego roku znaczyło dosłownie 'do tego następnego roku'. Fakt, iż dzisiaj
życzenia te są właściwie niezrozumiałe sprawia, że zapisujemy je w bezsensowny
sposób.
- i wreszcie, chyba najbardziej wyczerpująco, z
www.wolomin.net.pl/vivo_php/modules.php?name=News&file=article&sid=291 :
Łatwo jest życzyć komuś do siego roku ustnie. Nie trzeba się wtedy zastanawiać:
pisać razem czy rozdzielnie, zacząć wielką czy małą literą? Dopiero kiedy
staniemy przed koniecznością zapisania tych życzeń, pojawiają się wątpliwości.
Co to w ogóle znaczy? Czy jest to rok si (do siego roku), dosi (dosiego roku),
czy może Dosi (Dosiego roku)? Nie znajdziemy, niestety, rozwiązania tego
problemu w Słowniku Poprawnej Polszczyzny ani w Słowniku Języka Polskiego,
należy więc odwołać się do konkretnych językoznawczych autorytetów. Zarówno
profesorowie starszego pokolenia (Witold Doroszewski) jak i współcześni (Jan
Miodek), nakazują jedynie poprawną pisownię rozdzielną i z małej litery.
Na wyrażenie to składa się przyimek do, zaimek siego oraz rzeczownik roku.
Pierwszy i ostatni wyraz tego związku nie wymagają wyjaśnienia, natomiast forma
siego wywołuje zrozumiałe zastrzeżenia, gdyż dzisiaj to słowo właściwie nic nie
znaczy. Jego znaczenie jest historyczne, ponieważ obecnie zaginął istniejący w
dawnej polszczyźnie zaimek wskazujący si, sia, sie, który znaczył tyle co
współczesny zaimek ten, ta, to, ów, owa, owo. Można spotkać go jeszcze w
wyrażeniu ni to, ni sio, ale ono również jest wypierane przez inne, modne
powiedzonka. Archaiczny zaimek siego funkcjonuje dziś dość powszechnie tylko w
noworocznych życzeniach do siego roku, które należy rozumieć jako obyśmy
szczęśliwie doczekali do tamtego, czyli następnego, roku.
Skąd w takim razie wzięła się błędna pisownia Dosiego roku i co to powiedzenie
może oznaczać? Wyrażenie to mogło być kojarzone z imieniem Doroty, czyli
zdrobniale Dosi, a w jaki sposób bajeczka o Dosi przeniknęła do języka, tłumaczy
profesor Jan Miodek w szkicach o współczesnej polszczyźnie Rzecz o języku
(Wrocław 1983):
11 stycznia 1818 roku w "Kurierze Litewskim" została opowiedziana taka historia:
Przed laty żyła w Krakowie nadobna dziewica - Dorota Trajtlesówna. Zdrowie,
dostatki, wesołość nie opuszczały jej do późnego wieku. Wszyscy wysławiali
piękną Dorotę. Umarła nareszcie w samą Wigilię Bożego Narodzenia. Właśnie gdy
się wieść o jej śmierci po Krakowie szerzyła, rzekł ktoś przy łamaniu opłatka:
"Daj nam, Panie Boże, dożyć Dosiego roku!" Pochwycono te słowa. Później padła
pamięć o Dosi, lecz życzenie Dosiego roku, którego pierwszą była przyczyną,
pozostało dotychczas.
Obejrzyj wszystkie posty z tego tematu
Temat: 1280 Euro brutto im Monat:WIELKIE NIEMCY
Polacy w Rosji
Jakże znamienny jest fakt, że dziś w demokratycznej Rosji mogą się swobodnie
rozwijać i działać polskie organizacje, że Polacy w Rosji mogą dbać o
"odrodzenie i umacnianie tożsamości narodowej oraz pomnażanie dorobku
kulturalnego, społecznego i materialnego wszystkich Polaków bez względu na ich
pozycję społeczną i światopogląd".
Obecność Polaków na terenie Rosji ma długą historię. Osadnictwo polskie w
Rosji występowało już w drugiej połowie XVIII wieku. Było to osadnictwo
dobrowolne. Niestety, później nastąpiły represyjne zsyłki. W latach
czterdziestych XX wieku w głąb ZSRR deportowano ok. 200 tysięcy Polaków.
Społeczność polska zaznaczyła już wówczas silnie swoją obecność w Rosji. Tak
np. w 1907 r. Stowarzyszenie "Dom Polski" w Moskwie prowadziło działalność
wydawniczą, oświatową, organizowało drużyny harcerskie oraz patronowało
szpitalom. Do roku 1927 ukazało się 540 tytułów książek, w tym wiele
podręczników. W latach dwudziestych na terenie Federacji Rosyjskiej działało 27
szkół polskich, a w blisko 200 szkołach nauczano języka polskiego.
Niestety, z chwilą nasilenia się represji stalinowskich w 1937 r. Polacy
stracili możliwość kultywowania swej tożsamości narodowej. Organizacje polskie
straciły również swój majątek trwały.
Kiedy mówimy o Polakach żyjących i działających w Rosji nie sposób nie
przypomnieć słynnych Polaków. Lista nazwisk jest długa i trudno wymienić je
wszystkie. Adam Mickiewicz, Maurycy Beniowski, Wacław Sieroszewski, Benedykt
Dybowski, wreszcie urodzony tu, w Moskwie, Witold Doroszewski oraz wielu, wielu
innych. Odkrywcy, językoznawcy, geografowie, przyrodnicy, ludzie czynu i nauki,
którzy zapisali niejedną chlubną kartę w dziejach Rosji.
Dziś poza granicami Polski żyje ponad 12 milionów naszych rodaków. Jest to
blisko jedna trzecia narodu polskiego. Polacy żyjący w Rosji stanowią ważną
część tej diaspory.
Nie mamy precyzyjnej informacji odnośnie liczby Polaków i osób polskiego
pochodzenia mieszkających na terenie Rosji. Według danych spisu narodowego z
1989 r, polska grupa narodowa w Federacji Rosyjskiej liczyła ok. 95 tys. osób.
Wg opinii działaczy polonijnych i badaczy Syberii liczba ta jest kilkukrotnie
wyższa. Osoby pochodzenia polskiego w Rosji nie tworzą zwartych grup, mieszkają
w rozproszeniu, ich rozmieszczenie jest nierównomierne. Największe skupiska osób
narodowości polskiej (wg danych spisu powszechnego) występują w: Moskwie -ok. 7
tys., ok. 8 tys. w St. Petersburgu, na Syberii w sumie ok. 30 tys., w tym w
Obwodzie Irkuckim ponad 3 tys., w okolicach Tiumenia ponad 6 tys., w rejonie
Omska ok. 2,6 tys., w Kiemierowie ok. 2 tys., Władywostoku ok. 2 tys., w
okolicach Nowosybirska ok. 1,4 tys., w Tomsku ok. 1,8 tys., w Obwodzie Amurskim
ok. 1,8 tys., Chabarowskim Kraju 1,6 tys. Znaczące skupiska polskie występują
też w Kraju Stawropolskim, w okolicach Saratowa, Wołgogradu, Smoleńska, Samary
Niżnego Tagilu.
Ogromna większość przedstawicieli polskiej mniejszości nie zna języka
polskiego - wynika to w znacznym stopniu z faktu, iż wielu z nich należy do 3-4
pokolenia potomków zesłańców polskich. Przez wiele dziesięcioleci ludność ta
pielęgnowała swą kulturę, religię i język. Jednak za czasów władzy radzieckiej
Polacy zagrożeni terrorem, ulegli niemal całkowitej rusyfikacji kulturowej i
językowej. Pozostała im jedynie świadomość polskiego pochodzenia.
W sumie na terenie Rosji działa ok. 50 organizacji polonijnych zrzeszających
ok. 3000 członków. Należą do nich m.in. Stowarzyszenie Kulturalno-Oświatowe
"Polonia" (St. Petersburg, Gatczyn, Archangielsk, Murmańsk), Organizacja
Polonijna "Dom Polski" (Moskwa), Polskie Stowarzyszenie Kulturalno-Oświatowe
"Ogniwo" (Irkuck), Kulturalno-Narodowa Organizacja Społeczna "Polonia" (Abalam -
Rep. Chakasja) i inne. Część organizacji odwołuje się do przedrewolucyjnych
ośrodków polskich, jak np. "Ogniwo" w Irkucku, czy też "Dom Polski" w Moskwie.
Jakże znamienny jest fakt, że dziś w demokratycznej Rosji mogą się swobodnie
rozwijać i działać polskie organizacje, że Polacy w Rosji mogą dbać o
"odrodzenie i umacnianie tożsamości narodowej oraz pomnażanie dorobku
kulturalnego, społecznego i materialnego wszystkich Polaków bez względu na ich
pozycję społeczną i światopogląd".
Dlatego wyrażam zadowolenie, że Kongres Polaków w Rosji dostrzega potrzebę
aktywizacji "działalności oświatowej i rozwoju szkolnictwa polskiego, w tym
szkolenia zawodowego, dokształcania i przekwalifikowania zgodnie z wymogami
sytuacji ekonomiczno-społecznej".
Problemem wszystkich organizacji polskich i polonijnych na świecie jest
pokoleniowa zmiana warty pośród ich członków i działaczy. W wielu wypadkach
młodzież nastawiona konsumpcyjnie do życia nie odczuwa potrzeby brania udziału
wżyciu publicznym, co więcej nie czuje potrzeby pamiętania o swoim polskim
pochodzeniu. Tym bardziej cieszy fakt, że Kongres Polaków w Rosji podjął próby
skuteczniejszego pozyskiwania młodzieży do działalności polonijnej. Obejrzyj wszystkie posty z tego tematu